Artykuły

SENS Spokój jest w Tobie

undefined

W styczniowym numerze Sensu (w sprzedaży) znajdziecie wywiad z Nityą o książce „Oświecenie 24h na dobę”. Przeczytacie również fragment książki - Jaka będzie twoja kolejna myśl.
Sens z rozmową z Nityą dostępny jest w wersji papierowej w sklepach oraz jako e-wydanie na stronie: SENS psychologia dla ciebie

SIEDEMÓSMYCH

undefined

Prawda nie potrzebuje ładnych opakowań, sama się broni. Jak żyć świadomie?

Czym jest świadomość? Czy stając się bardziej świadomymi, stajemy się szczęśliwsi, a może przeciwnie – narażamy się na konfrontację z bolesną prawdą o sobie i świecie? Refleksjami na ten temat dzieli się z nami Patrycja Pruchnik (Nitya), przewodniczka tych, którzy chcą się przebudzić i dowiedzieć się, kim naprawdę są.


Satsang, z sanskryckiego सत्संग – dosł. „obcowanie z prawdą” (sat – „prawda”; sanga – „towarzystwo”) – rodzaj praktyki duchowej, polegającej na aktywnym dialogu (pytaniach i odpowiedziach) z nauczycielem, często w połączeniu z sesjami medytacyjnymi.
Satsang pomaga spojrzeć na rzeczy z szerszej perspektywy. To też okazja, aby zwolnić, pobyć z innymi i wspólnie głęboko wejrzeć w siebie.

Agnieszka Meyer: Prowadzisz warsztaty odosobnienia, medytacje, a wszystko w duchu nondualizmu, gdzie clue stanowi zagadnienie satsangów. O co w tym chodzi?
Patrycja Pruchnik (Nitya): Satsang to po prostu nasz stan naturalny. To zwyczajność istnienia, bycia. To coś tak prostego, że najczęściej nam umyka. Nauczyliśmy się w doświadczaniu rzeczywistości posługiwać wiedzą, zapominając o tym, że przed naszą interpretacją życia ono po prostu jest. Satsang i medytacja odzierają nas z wąskiej indywidualnej perspektywy, pokazując coś bardziej podstawowego jak samo bycie, istnienie. Przed naszymi myślami jest miejsce spokoju i zwyczajności, każdy człowiek ma do tego miejsca dostęp. To miejsce to Obecność, Świadomość, Szeroka pozaindywidualna perspektywa, która ma charakter uniwersalny. Leży poza religiami, poza kulturą, statusem społecznym, wiedzą czy wykształceniem.


Jak rozumiem, chodzi tu o świadomość tego, kim jestem poza wszelkimi konstruktami, jakie tworzy nasza głowa?
Tak. Żyjąc posługujemy się językiem, terminami, te zaś są ograniczone, obciążone filtrem skojarzeń. Jesteśmy związani z definicjami, przyzwyczailiśmy się do odbierania świata poprzez interpretacje. Tymczasem można funkcjonować prosto i harmonijnie. Poza sztywnymi poglądami, ocenami, interpretacjami. Wystarczy sięgnąć do czegoś tak podstawowego jak samo bycie, samo „jestem”, które nie potrzebuje potwierdzenia, poklasku ani obrony. Terminu „Jestem” używa się do momentu, aż poczujemy od środka, czym to jest i co tak naprawdę znaczy. Najprościej ujmując mamy przekierować uwagę z tego, co widzimy, z czego zdajemy sobie sprawę, co przez nas przepływa (myśli, uczucia, obrazy), na to skąd to wszystko płynie. Gdzie się wydarza. Rzecz w tym, by dojść do miejsca, które nie potrzebuje słów.

Świadomość jest cechą tylko ludzką?
Jest źródłem wszystkiego. Ze Świadomości (Jestem) wszystko się wywodzi. Gdybyśmy nie mieli tego podstawowego aspektu świadomości w sobie, nie moglibyśmy mieć żadnych doświadczeń, niczego spostrzec, nie moglibyśmy istnieć.

Czyli nie jest to ani doświadczenie, ani – jak chcą niektórzy – wynik procesów biochemicznych organizmu?
By zaistniało jakiekolwiek doświadczenie, czy procesy biochemiczne, musi istnieć siła, która je tworzy i niszczy. Ta siła jest podstawą. Jest nią Świadomość (Jestem). To pole, dzięki któremu wszystko może zachodzić. Funkcjonowanie naszych umysłów również zachodzi dzięki niej. Dowiadujemy się o tym poprzez samoświadomość. Rozpoznanie tego przynosi ogromną ulgę i poczucie spełnienia.

W niej znajdziemy odpowiedź na pytanie, kim jestem?
Tak. I nawet nie musimy jej szukać. Ta siła jest z nami od zawsze. Niestety, nikt nas nie uczy, że spełnienie, głębia i spokój już są wewnątrz nas. Świat nam stale podpowiada, że trzeba ich szukać na zewnątrz: w bogactwie, związkach, pracy, w pogoni za ambicjami. Wydaje nam się, że jak dojdziemy do jakiegoś etapu albo jak okoliczności w odpowiedni sposób się poukładają, wówczas poczujemy się szczęśliwi. Jak długo potrwa jednak nasze szczęście? I czy odczuwamy je dlatego, że udało nam się coś zdobyć, czy też dlatego, że przestaliśmy za tym czymś gonić? Gdy poszukujemy szczęścia na zewnątrz, jesteśmy skazani na porażkę. Okoliczności i rzeczy nie będą trwały wiecznie. Jeśli mają swój początek, to kiedyś też będą musiały się skończyć.

Wielu z nas, chcąc się rozwijać, w gruncie rzeczy ugania się za czymś krótkotrwałym i efemerycznym.
Znam to z własnego podwórka. Milion razy słyszałam terminy typu: „zajrzyj w siebie”, „zatrzymaj się”, „pójdź do źródła myśli”. Nie rozumiałam tego. Kiedy na początku siadamy do medytacji, nasz umysł tego nie rozumnie, walczy, próbuje różnych sposobów, nie chce się poddać. Aż w pewnym momencie zaczynamy od środka rozumieć, co wprawia nas w zamęt. Mędrcy wszystkich kultur radzili, by zajrzeć do środka, w przeciwną stronę, niż chce świat. Gdybym nie spotkała swoich nauczycieli, nie wiedziałabym, jak to zrobić i co to znaczy wejrzeć w siebie.

W jaki sposób doprowadzili Cię do źródła?
Początkowo próbowałam wszystkiego sama. W końcu musiałam stanąć przed sobą i przyznać, że mi to nie wychodzi, że moje strategie na szczęście nie sprawdziły się. To był bardzo ważny moment. Niedługo później spotkałam mojego nauczyciela Mooji`ego. 11 lat temu weszłam na spotkanie z nim w Indiach. W ułamku sekundy pojęłam, że on mnie poprowadzi, że znajdę to, czego szukam. Spotkania z nim sprawiły, że moje poszukiwania dobiegły końca.

To musi być błogie uczucie?
To było jak radykalne otrzeźwienie.

Sporo osób żyje dziś w takim kołowrocie, którego wcześniej Ty doświadczałaś, może dlatego też obecnie tak duża popularność medytacji i podobnych praktyk skierowanych na rozwój wewnętrzny?
Nie radzimy sobie z natłokiem bodźców, informacji, nasze umysły wariują. Dzisiejsza młodzież, dzieci nie potrafią się skupić. A przecież właśnie zdolność skupienia się jest kluczem do poznania siebie. Dlatego medytacja i dystansowanie się do umysłu są dziś potrzebne jak lekarstwo na chorobę. Kiedyś wiedza, którą się dzielę była wiedzą tajemną, nieudostępnianą szerzej. Prawdopodobnie dlatego, iż była wbrew sztywnym strukturom władzy i społeczeństwa. Dzisiaj jest już dostępna. Dodatkowo instytucjonalne religie nie są już żadną odpowiedzią. Są skostniałe, wyzute z serca i pozbawione zdrowego rozsądku. Ludzkość jednak tęskni do autentycznej duchowości, do odpoczynku.

Co Tobie pomogło się przebudzić?
Myślę, że właśnie owo przeładowanie, cierpienie. Rozmaite trudności życiowe przekierowały mnie na drogę poznania siebie. Inaczej pewnie dalej byłabym zajęta pogonią za ułudą.

Kim byłaś przed przebudzeniem?
Nieszczęśliwą dziewczyną. Pozornie wszystko było w porządku, radziłam sobie, robiłam karierę. Tak naprawdę jednak byłam zagubioną istotą, która w żadnym miejscu nie czuła się w pełni dobrze. Później pojawił się spokój niezależny od miejsca i okoliczności.

A nie jest to raczej obojętność, godzenie się ze wszystkim, co przynosi los?
Wręcz odwrotnie. Nie obojętność, a cierpliwość. Przez to, że nie pędzę za pierwszym bodźcem, który pojawi się w świadomości, mogę zdziałać więcej, sensowniej te działania ukierunkować. Brak niepokoju, oporu, sprawia, że mam więcej energii. Mogę prowadzić więcej warsztatów i spotkań . Zmieniło się przede wszystkim to, że… przestałam być głodna. Kiedyś zawsze odczuwałam niedosyt, ciągłe łaknienie rzeczy, doświadczeń. Teraz odpowiadam na to, co przynosi życie, co z nim przypływa. I życie daje mi znacznie więcej, niż mogłabym prosić.

Obejrzałam kilkanaście Twoich wideospotkań. Muszę przyznać, że nie było to łatwe. Musiałam wytracić tempo, zwolnić, nie panikować, kiedy następowały minuty ciszy, ale przede wszystkim odrzucić definicje wielu słów, zrozumieć, że są tylko próbą oddania czegoś poza nimi…
Wiem, myślę, że dla osób początkujących to musi być trudne (śmiech). „O czym ona mówi? To się w ogóle nie składa w logiczną całość!”. Część ludzi oglądając mnie odczuwa irytację i wkurzenie, ale mimo tego rozdrażnienia, oglądają ponownie i po którymś przesłuchaniu, zrozumienie zaczyna się pojawiać. Piszą wtedy listy z ogromną wdzięcznością. Przychodzą na spotkania. Sama logika tutaj nie wystarczy. Owszem pomaga, ale z czasem nawet logikę trzeba będzie porzucić. Często wypowiadam paradoksy, które dla naszej logiki są frustrujące. W tym szaleństwie jest jednak metoda.

Zapewne mogłabyś opracować inaczej swoje warsztaty online. Wystarczyłoby kilka technik z repertuaru: „Jak przekonująco mówić, by ludzie słuchali i wierzyli?”, ale Ty się na to nie silisz. Mówisz to, co płynie gdzieś ze środka Ciebie.
Stosowanie takich technik jest manipulacją. W moim podejściu, prawda broni się sama. Nie trzeba jej atrakcyjnie opakowywać.

Masz jakąś radę dla osób, które jak Ty dawniej, czują się zagubione i szukają drogi do siebie samych?
Zaczęłabym od poszukania sposobu na złapanie dystansu do samego siebie, do tego co się myśli, co myśli się, że się wie, co się czuje i uważa za słuszne. Innymi słowy od dystansu do umysłu. To najlepsze lekarstwo. I tak naprawdę wszystko do tego się sprowadza. Jeśli zauważę, że to, co myślę, jest tylko moje, subiektywne, naznaczone moim doświadczeniem, pamięcią, wychowaniem, mogę spostrzec, że to wyłącznie moja perspektywa. Jeśli się tego kurczowo trzymam, cierpię. Dostrzeżenie tego to pierwszy krok.

A może wcale nie muszę się tak przejmować? Sięgnęłabym do miejsca, które jest celem każdej ścieżki duchowej. I nie tylko duchowej. To miejsce narodzin, życia i spoczynku każdej istoty. Nie musimy go szukać, nie musimy docierać do niego krętymi ścieżkami. Źródło jest w nas od zawsze. Trzeba je tylko rozpoznać. Na satsangu pokazuję jak bezpośrednio tam wejrzeć. Inne drogi proponują dochodzenie w sposób pośredni. Każą przygotować najpierw ciało, umysł, emocje. Jednak życie tak naprawdę nie stawia nam warunków. Niezależnie jaki/jaka jesteś, ile masz lat, jakie masz wykształcenie, niezależnie od twoich osiągnięć, preferencji seksualnych, płci – już teraz jakaś część ciebie jest wolna. Trzeba nawiązać z nią kontakt, a wszystko od razu wróci na swoje miejsce.

Czyli przede wszystkim dystansowanie się do myśli?
Tak. Nasze myśli są największą przyczyną cierpienia. A mogą być też przyjacielem i wsparciem. Gdy znamy pochodzenie umysłu, jego prawdziwy dom, wówczas możemy go używać sprawnie i adekwatnie do sytuacji. Inaczej funkcjonujemy jak nawigacja, która nie może znaleźć sygnału GPS – szuka, szuka po omacku, a komunikat wciąż ten sam: „connection unavailable”.

Artykuł dostępny jest TUTAJ.

Magazyn Joga

undefined

Wolność od robienia życia

Przebudzenie jest zwyczajne i proste. Wrażenie skomplikowania powstaje, gdy się o tym myśli i mówi. Mimo to mówimy, bo jedno zdanie lub pytanie potrafi wyrzucić poza umysł i spowodować klarowne widzenie. Patrycja Nitya Pruchnik podczas satsangów (z sanskrytu: spotkanie z prawdą) zadaje takie pytania. A my pytamy Nityę o przepis na przebudzenie.

Skąd wiadomo, że warto się obudzić? Nie lepiej zadbać o miły sen?

Wszyscy zmierzamy w te samą stronę. Różnie nazywamy to, za czym tęsknimy – spokój, szczęście, wolność, spełnienie. Nawet ci z nas, którzy gonią za karierą czy pieniędzmi podświadomie szukają tego, czego ci, którzy interesują się przebudzeniem. Ci ostatni najczęściej przetestowali już wiele snów i nie znaleźli pełnej satysfakcji.

O co chodzi z tym przebudzeniem? Dla kogo ono jest?

Dla osób, którym nie wystarcza świat zmysłów i obiektów; którzy mają dość, bo nie potrafią odnaleźć szczęścia w ziemskich przyjemnościach. Powoli lub radykalnie zauważają, że szczęście pojawia się spontanicznie wtedy, gdy nie ma myśli, pragnień i emocji, a znika wraz z ich powrotem. Dochodzą do wniosku, że szczęście naturalnie wyłania się wraz z wolnością od umysłu oraz, że nie jest związane z ilością posiadanych rzeczy, zdobytą wiedzą czy gromadzeniem doświadczeń. Z czasem w naturalny sposób mechanizm sięgania po szczęście na zewnątrz siebie zaczyna wygasać. Przychodzi zrozumienie, że sam ten mechanizm był istotą nieszczęścia. Osoby z takimi doświadczeniami naturalnie przekierowują uwagę do środka. 

Czasami mówisz, że przebudzenie to naturalna kolej rzeczy, ewolucja.

Potencjalnie jest w zasięgu każdego, ale wymaga dojrzałości i gotowości do kwestionowania tego, w co wierzymy i co wiemy. Gdy jest taka gotowość, otwiera się przestrzeń prawdziwej wolności - wolności od uwarunkowań, innymi słowy wypadamy z koła karmy czy samsary.

Możemy tak po prostu uwolnić się od uwarunkowań i karmy?

Możemy uwolnić się od przywiązania do uwarunkowań i określania poprzez nie samego siebie. Obserwacja pragnień, poglądów, wierzeń, myśli o sobie i świecie pozwala zauważyć, że nie mamy nad nimi kontroli. Wydaje nam się, że wolność jest wtedy, gdy sięgamy po to, czego chcemy. Ale skąd wzięło się nasze pragnienie? Czy na pewno sami je wybraliśmy? Czy ktoś w środku o tym zdecydował? Czy możemy zaplanować co lub kto nas poruszy lub zirytuje? Czy możemy przewidzieć jaka będzie nasza następna myśl? Gdy zaczynamy to badać, okazuje się, że myśli i emocje po prostu napływają, pojawiają się automatycznie i wynikają z naszych uwarunkowań.

Więc jak poczuć wolność?

Poznać samego siebie. W tym procesie kluczowa jest samoobserwacja i niereagowanie. Wtedy zauważamy ten automatyczny ciąg myśli i emocji. Widzimy też, że jakaś część nas pozostaje nieporuszona. Po prostu jest. Powoli kierujemy uwagę na to, co w nas jest i widzi, zamiast na to, co jest widziane i ciągle się zmienia. Zaczynamy rozpoznawać siebie jako nieuwarunkowaną świadomość. Cały nasz byt odpręża się. To najgłębszy odpoczynek jakiego można zaznać. Pozornie wszystko jest tak samo, ale zmiana jest radykalna. Coś w nas przestaje szukać i drżeć.

Ustaje cierpienie?

Powodem naszego cierpienia jest przywiązanie do idei „ja” jako bytu niezależnego i oddzielonego od wszystkiego innego. Doświadczenie iluzji tego konceptu powoduje, że cierpienie się rozpuszcza.

Podczas satsangów prowadzisz do takiego doświadczenia. Tylko ono ma wartość. Spróbujmy jednak „ugryźć” ten temat słowami.

Wskutek socjalizacji i wejścia w sferę języka i myśli, czyli około drugiego roku życia zaczynamy odbierać świat jako coś oddzielonego od nas. Pojawia się idea, że jest „Patrycja”, a na zewnątrz „mnie-Patrycji” jest cały świat, na przykład pies, który teraz szczeka. „Ja jestem” ciałem i umysłem, a tam jest pies, który jest ode „mnie” oddzielony.

Nie jest?

Można sprawdzić czy mamy w środku ciała byt, który łączy wszystkie myśli i emocje. Przy wnikliwym spojrzeniu zobaczymy, że nie ma tam nic trwałego. Iluzję trwałości tworzy przywiązanie do pewnych myśli.  To te myśli tworzą „Patrycję“. Przy okazji powodują napięcie i cierpienie, bo tej iluzji trzeba stale bronić. Kiedy budzimy się do głębszej rzeczywistości, do stanu naturalnego całe to napięcie opada. Robi się lekko. Gdy znika koncept Patrycji, znika cierpienie. Nie ma kogoś, kogo można zranić. Pojawia się szeroka perspektywa. „Lubię zwierzęta“, „nie lubię hałasu“, „jestem wrażliwa”‚ “jestem taka czy inna“– to są myśli, nic więcej. Ale potrafią być jak narkotyki. Przenoszą nas w odmienny stan świadomości, w sen.

Mamy przestać myśleć, żeby się obudzić?

Nie zatrzymamy umysłu. Chodzi o to, żeby przestać patrzeć na rzeczywistość poprzez myśli. Ustaliliśmy, że wszystkie te wrażenia - dźwięki, myśli, emocje, obrazy – są widziane. Pytanie brzmi: kto je widzi? Kim jestem? Czy jestem lękiem skoro go odbieram? Czy jestem myślą o „własnej” wrażliwości? Jak daleko ode „mnie” jest szczekanie psa? Czy jestem oddzielona od tego szczekania? Nagle i dźwięk szczekania i ścisk w ciele widziane są jako wrażenia na ekranie świadomości. Lęk i szczekanie dzieją się tak naprawdę we mnie. Lęk nie jest bardziej „mój“ niż szczekanie psa. Myśl o „Patrycji“ nie jest mną. Jestem kimś więcej.

W tym sensie „Patrycji“ nie ma?

Koncept Patrycji staje się tym samym, co szczekanie psa - obiektem w świadomości. Wszystko dzieje się w świadomości. „Patrycja” dzieje się w świadomości, tak samo szczekanie psa, lęk czy ciało. Wszystko, czego doświadczamy jest ruchem świadomości, która mieni się różnymi kolorami. Nic nie jest oddzielone od niczego i nic nie istnieje osobno.

Jest lepiej?

Jest naturalnie i swobodnie. Odpoczywamy, gdy nie fiksujemy się na swoich przekonaniach i żądaniach wobec życia. Całe nasze otoczenie odpoczywa. To odpoczynek od wyimaginowanego siebie, od szukania czegoś jeszcze. Dawniej nie uwierzyłabym, że spojrzenie spoza umysłu może przynieść tak ogromny spokój wewnętrzny. Wszystko opada na swoje miejsce.

Czy jest jakaś metoda, żeby „przekliknąć”?

Metoda najprostsza i najtrudniejsza zarazem - atma vichara z sanskrytu, po angielsku self inquiry, badanie siebie. Lecz nie jest to technika dotarcia do celu. Ponieważ nie istnieje cel, do którego mielibyśmy dojść. My już jesteśmy u celu i nigdy z niego nie wyszliśmy. Możemy jedynie to sobie uświadomić. Niezależnie od okoliczności życia, w każdym momencie możemy uświadomić sobie stan naturalny. Zapytać: kim jestem? Skąd przychodzi myśl? Dokąd znika? Co we mnie teraz doświadcza? Czy doświadczam ja, jako Patrycja? Czy widzący może być widziany? Jeśli chcemy się obudzić, trzeba to sprawdzić.

Sprawdzić, nie uwierzyć?

Wiara lub wiedza chroni tylko nasze ego. Natomiast sprawdzając uczciwie dochodzimy do rozpoznania przestrzeni wewnątrz siebie, w której wydarzają się doświadczenia. Pojawiają się odpowiedzi w postaci wglądów. Uświadamiamy sobie, ale nie mentalnie, tylko od środka, że nie jesteśmy w stanie postrzec postrzegającego. Widzący nie może być widziany, w taki sam sposób, w jaki oko nie zobaczy siebie.  Takie wglądy zmieniają wszystko. Mimo to doświadczenia nadal się dzieją. Jednak nie lgniemy już do nich, nie zlewamy się ze swoją historią, nie jesteśmy tylko reagującym bytem, który jedne rzeczy lubi innych nie.

Odrębnością.

Odrębność  i unikalność są nauralną ekspresją życia. Ale dotyczą uwarunkowań, a nie istoty tego, kim jestem. Raczej podpisałabym się pod tą istotą, świadomością, niż wyłącznie pod jej zawartością, która jest chwiejna i nieustannie się zmienia. Przywiązanie do tej zmiennosci sprawia, że cierpię.

Jednak życie się toczy.

Wszystko toczy się jak dawniej, ale dla nikogo konkretnego. Po prostu się toczy.  Cały ciężar wynikał z przekonania, że to życie jest moje i ja muszę jakoś nim zarządzić, zawalczyć o moje szczęście, coś wybrać, podjąć jakąś decyzję.

Naprawdę nie musisz? A praca, rodzina, dzieci? Trudno to przyjąć.

Gdy umysł zaczyna interpretować zdanie „nic nie trzeba robić” albo „Patrycja jest iluzją”, napewno brzmi to dziwnie, a nawet zagrażająco. Jak mogę nic nie robić i pracować jednocześnie? Co z rodziną? Umysł to komentuje: wycofanie, pustka, odlot, oderwanie od rzeczywistości, porzucenie związków. Tymczasem to są tylko kolejne myśli, interpretacje, które nie mają nic wspólnego z prawdą. To świadomość ma poznać samą siebie, a nie umysł kolejną teorię. Sprawdzenie tego tematu do głębi tak naprawdę sprzyja wszystkiemu wokół, sprzyja rodzinie i relacjom.

Uwolnienie świata od „Magdy” byłoby błogosławieństwem, przyznaję.

Bo czym jest identyfikacja? Lękiem, kontrolą, ciągłym zarządzaniem. W głowie nam się nie mieści, że kiedy nie ingerujemy w życie, tak naprawdę jest ono łatwiejsze. Poznanie swojej istoty sprawia, że otoczenie odpoczywa od „nas” – harmonizujemy się z całością i przestajemy działać w sposób chwiejny. To jest tak zwyczajne i tak proste!

Ale niełatwe, i radykalne.

Jeśli boisz się tej radykalności zrób sobie krótki eksperyment. Zostaw, jedynie na 5 minut, wszystko, co wiesz, czego się nauczyłaś, czego chcesz i czego się boisz. Zostaw przyszłości i przeszłości. Po paru minutach niemalże każdy zauważa jakiś rodzaj ulgi. Jaki z tego wniosek? Porzucenie myśli, wyobrażeń i emocji sprawia, że czujemy się lżej, odpoczywamy. Żywy satsang daje możliwość takich eksperymentów.

Żywy, czyli bezpośrednie spotkanie z nauczycielem?

Tak, nauczyciel energetycznie wyczuwa czy poruszamy się na poziomie mentalnym czy z miejsca nieuwarunkowanej świadomości. Samemu łatwo nabrać się na tricki umysłu.

A czym jest satsang?

Jest spotkaniem ze sobą. Wspólnie, w grupie, przyglądamy się esencji tego, kim naprawdę jesteśmy. Odpowiedź jest już w nas. Satsang jest tylko przecieraniem okularów przesłaniających nam czyste widzenie, zakurzonych najróżniejszymi doświadczeniami oraz konceptami, które bierzemy za rzeczywistość. Na satsangu nie zajmujemy się więc tym, co mamy zrobić by dostać się do świadomości, co mamy zrobić, by się przebudzić. Od razu na wstępie pada informacja, że JUŻ JESTEŚ TYM, CZEGO SZUKASZ, znasz to dobrze. A ten, który miałby cokolwiek zrobić, by dostać się w miejsce, którego szuka, sam w sobie jest największą przeszkodą. Nie jest więc to droga wysiłku, lecz droga oddania i porzucenia wszystkiego, co wiemy.

Czy trening ciała, taki jak w jodze na przykład, może ułatwić rozpoznanie?

Trening ciała, który obniża rozproszenie umysłu może ułatwić spojrzenie poza umysł i zorientowanie się o co chodzi. Ale nie jest konieczny. To nie świadomość praktykuje lecz umysł. Świadomość jest, niezależnie od wszystkiego. Ostateczną praktyką jest porzucenie działania i oddanie się ostatecznej praktyce  - przebywaniu w świadomości, w źródle.

Czyli self inquiry to nie jest praktyka?

Praktyka i nie praktyka. Paradoks. To jest praktyka, która się nie kończy. Ale nie trzeba spełniać specjalnych warunków, mieć wygodnego stroju, przybierać pozycji lotosu ani odprawiać rytuału. Można być wśród ludzi, gotować obiad, jechać samochodem. To praktyka wglądu w swoją istotę w każdym momencie. Poznajemy ją po tym, że coś w nas głęboko odpoczywa.

Ale nie zawsze jest miło?

Kolejny paradoks. Jest i nie jest. Jeśli nie opieramy się doświadczeniom, nie nazywamy ich, to nawet jeśli są trudne, nie są problemem. Cóż z tego, że właśnie przepłynęła emocja? Dlaczego mam świętować przyjemne i martwić się nieprzyjemnymi? Jedne i drugie mają taką samą naturę – przychodzą i odchodzą. Jeśli skupię się na podtrzymywaniu szczęścia i radości, tak naprawdę jestem strasznie zajęta a pod spodem jest jakiś rodzaj niepokoju, że to szczęście kiedyś się skończy.

Czyli problemem jest opór wobec doświadczeń?

Opór zbudowany z myśli. Jesteśmy przyzwyczajeni, że musimy mieć jakiś stosunek wobec wszystkiego, co się dzieje. W istocie wszystko po prostu się wydarza.

A porządek psychologiczny? Czy terapia lub inna metoda uspokojenia umysłu może przyczynić się do rozpoznania natury rzeczywistości?

Jeśli ktoś doświadczył czegoś trudnego, co maluje mu rzeczywistość, wówczas terapia jest wspierająca. Ale łatwo popaść w iluzję wynikającą z ciągłego szukania oraz potrzeby kontroli podszytej nieakceptacją tego, co jest. Myślimy: popraktykuję jeszcze parę lat, jeszcze trochę popracuję nad sobą, uwolnię jeszcze parę traum i parę poprzednich wcieleń... Te rzeczy mogą się dziać po drodze, ale kiedy zaczynamy wierzyć, że musimy zasłużyć na wgląd albo na wolność, to, po pierwsze, wierzymy w niezależny byt, który dokądś zmierza, a po drugie, wierzymy w czas. Ani jedno, ani drugie nie istnieje.

A co istnieje? Pustka? Ciarki przechodzą po plecach…

Pustka przeraża, gdy sobie ją wyobrażamy; gdy umysł próbuje ją zrozumieć. Tymczasem jest pusto – nie ma właściciela myśli i wrażeń, a jednocześnie wszystko się manifestuje. Pustka nie jest pusta, bo przepływa przez nią cały wszechświat. Jest wolna. W niej wszystko zachodzi. Nie jest martwa. Martwa i przerażająca jest jedynie koncepcja pustki.

A energia? Czy podniesienie wibracji energii sprzyja przebudzeniu?

I tak i nie. Gdy skoncentrujesz się na subtelniejszych zjawiskach energetycznych, możliwe, że łatwiej zauważysz, że myśli i emocje to nie wszystko na twój temat. Jednak jednych to obudzi, w przypadku innych sprawi, że będą śnić przyjemny sen. A to tworzy ryzyko przywiązania. Jest takie piękne zdanie z Biblii: „łatwiej jest wielbłądowi przecisnąć się przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego“. Tutaj niekoniecznie chodzi o pieniądze. Wielu ludzi uzależnia się od stanów mistycznych, ponieważ są one bardzo atrakcyjne. Mylą je z przebudzeniem.

Iluzja trwa.

Możemy jednak zadać pytanie: jeśli twój błogi stan zaczął się godzinę temu, to znaczy, że miał moment startu. Jeśli coś miało początek, to znaczy, że będzie miało koniec. Czy możesz być naprawdę wolny i szczęśliwy, jeśli musisz cały czas zabiegać o podtrzymanie jakiegoś przemijającego stanu?

Czyli przywiązanie jest tu słowem-kluczem, tym co utrudnia budzenie?

Przywiązanie i podział na to, co pożądane i niepożądane. Wtedy zajmujmy stanowisko, które odgradza od tego, co po prostu jest.

Brak przywiązań, oczyszczenie umysłu, poddanie, rozluźnienie – często używasz tych słów w kontekście przebudzenia.

Wszystkie one naprowadzają na rzeczywistość. Mają wskazać, że coś innego jest tu potrzebne niż kontrola i zmaganie. W zatrzymaniu działania prawda ukazuje się sama.

Nie chodzi jednak o bierność?

Przeciwnie. Nigdy nie byłam tak aktywna, jak wtedy, gdy umysł odpuścił. Przestałam tracić energię na opór. Robię to, co jest do zrobienia. Kiedyś na przykład potrafiłam godzinami zastanawiać się co zrobić, żeby się spełnić. Te dywagacje odbierały mi radość życia.

Potrafią zamęczyć.

Męczy ciągła interpretacja, rozmyślanie, kontrola, martwienie się. To jest robienie życia, zamiast przeżywania i smakowania go.

Nie-robienie nie wyklucza pracy, rodziny, życia?

Praca, dom, dzieci nie są żadną przeszkodą. Nie są w kontrze do przebudzenia. Umysł odbiera wszystko na opak. Jeśli zajmuje się duchowością, nie chce już uczestniczyć w życiu. Codzienna rutyna nie jest wbrew przebudzeniu. Nie ma w ogóle podziału na codzienność i duchowość. Ten podział jest kolejną iluzją. Życie naturalnie wydarza się w różnych odsłonach.

Czy odpuszczając „robienie życia“ można zacząć się nim bawić?

Tak. Bez czekania na specjalną zabawę. Bierzemy wtedy to, co jest. Wszystko co jest, jest dobre takie, jakie jest. Coś, co umysł interpretuje jako trudności, też po prostu jest. W świecie identyfikacji z odseparowanym „ja“ dzielimy rzeczy na dobre i złe. Unikamy złych, chwytamy się dobrych. Jesteśmy pod ciągłą presją. Wydaje nam się, że jeśli  nie będziemy czujni i kontrolujący, życie się rozpadnie. Myśląc, że musimy wybrać odpowiedni krok, pogłębiamy tylko iluzję. Gdy się budzimy, przestajemy narzekać. Przyjmujemy rzeczy takimi, jakimi są i odnajdujemy w nich piękno. Zwyczajność staje się zwyczajnie piękna. Nie jest nam potrzebne potwierdzenie ze świata, że jesteśmy ważni. W stanie naturalnym jesteśmy naturalnie wdzięczni za każdy aspekt życia. Żyjemy w odprężeniu. Rzeczywistość dba o całość, nie tylko o mnie. Dba tak, jak dba. Nigdy tego nie zrozumiemy.


Strefa Rozwoju

undefined

Artykuł dostępny w Strefie Rozwoju

undefined

Recenzja dostępna w Strefie Rozwoju



Spokojny umysł 

undefined
undefined

Artykuł dostępny na stronie Spokojny Umysł



Kobbieciarnia

undefined
Artykuł dostępny na stronie Kobbieciarnia


Sens

undefined
undefined

undefined

Artykuł i wywiad z Nityą "Wszystko jest bardzo proste" przeczytać można na 112 stronie magazynu Sens nr 3/102 z marca 2017 roku kupując numer magazynu tutaj