Kim Jestem?

undefined

Myśl: „Kim jestem?”, zniszczy wszystkie inne myśli i jak kij, którym poprawia się ogień stosu pogrzebowego, sama w końcu ulegnie zniszczeniu. Wtedy nastąpi urzeczywistnienie Jaźni (widzenie własnej natury).

Ramana Maharishi

Kim jestem?

Kiedy zadasz sobie to pytanie, w odpowiedzi napłynie ci zapewne do głowy wiele danych. Urodziłeś się tam a tam, jesteś synem, ojcem, wnukiem tego i tej. Z zawodu jesteś tym, a twoje wewnętrzne usposobienie przejawia się w taki a taki sposób. Jesteś mężczyzną, kobietą, masz tyle a tyle lat, taki jest twój kolor skóry, taka orientacja seksualna. Tutaj mieszkasz, tam mieszkałeś. Taka jest twoja religia. To lubisz, a tego nie. W tym jesteś bardzo dobry, a to nie wychodzi ci najlepiej. I tak dalej. Czy powyższe informacje naprawdę opisują cię w wystarczającym stopniu?

Hinduski guru Ramana Maharishi zaproponował praktykę, która nadaje temu pytaniu inny wymiar. Swoją prostotą zrewolucjonizowała hinduską myśl mistyczną adwajtawedanty, a tym samym uczyniła ją przystępną dla szerszego grona odbiorców. Dzięki Ramanie ze Wschodu dotarła na Zachód.

Badanie siebie – self-inquiry (z angielskiego), atma wićara (z sanskrytu), stanowiące podstawę nauczania Maharishiego, polega na dociekaniu naszej prawdziwej natury, Jaźni. Na dochodzeniu do tego, kim jesteśmy naprawdę. Na początku pytanie to sprawia wrażenie intelektualnego, wkrótce jednak okazuje się, że zapędza ono „intelekt” w kozi róg. Umysłowi wydaje się bowiem, że ma tutaj wiele do zrobienia. Ale jego głównym zadaniem jest być cicho i nie przeszkadzać. To, co skończone, nie zdoła pojąć tego, co nieskończone. To, co jest później, nie zrozumie tego, co wcześniejsze. Dlaczego? Ponieważ to późniejsze wcześniej po prostu nie istnieje.

Umysł na pewno początkowo przyjdzie dociekaniu Jaźni z pomocą. Przygotuje szereg strategii i konceptów wspierających. Zaproponuje cały wachlarz interpretacji lub uników wobec istoty rzeczy. Będzie się bardzo starał – aż do swego zniknięcia. Dobrze, byś był tego świadom od samego początku, ponieważ niemal na pewno ten proces dotyczyć będzie również ciebie.

W przeciwieństwie do gromadzenia wiedzy, która bazuje na pamięci i wyobraźni, w badaniu siebie zachodzi bezpośrednia konfrontacja. Jest inaczej niż zawsze. Kiedy ci się wydaje, że już coś wiesz, coś zdobyłeś, to możesz mieć pewność, że nadal poruszasz się w przestrzeni umysłu. Ponieważ poznanie siebie to poznanie pozazjawiskowe. Innymi słowy, nasza Jaźń nie jest obiektem, nie jest fenomenem. 

Możliwe, że umysł będzie podsuwać bardziej subtelne obrazy, stany czy konkluzje. Tak czy inaczej, nigdy nie wykroczy poza własną wyobraźnię czy projekcję. W przeciwieństwie do typowej wiedzy intelektualnej czy wiedzy opartej na wyobraźni Jaźń rozpoznaje się intuicyjnie, pod nieobecność umysłu. Poznanie Jaźni nie jest też poznaniem czegoś nowego, ponieważ nowy może być tylko obiekt, przemijające zjawisko.

Dociekanie siebie jest proste. Tak proste, że możesz je łatwo przeoczyć lub analizować w nazbyt zawiły sposób. Nie wymaga mentalnego wysiłku ani treningu. Nie wymaga specjalnej pozycji medytacyjnej. Polega na tym, abyś każdą myśl skonfrontował z pytaniem: „Komu się ona pojawia?”. 
Zacznij od razu. Gdy przyjdzie myśl, zapytaj siebie: „Komu się pojawiła?”. 
Nie spiesz się z wysuwaniem wniosków. 
Prawdopodobnie wyskoczy odpowiedź: „Mnie”. Myśl przydarzyła się mnie.
Zadaj kolejne pytanie: „Kto doświadcza teraz tej odpowiedzi, myśli »mnie«?”. Innymi słowy, skąd przyszło to pytanie? Do czego się ono odnosi?
To pytanie odwraca twoją uwagę w przeciwną stronę. Robi obrót o 180 stopni – od obiektu (myśli) do miejsca, z którego się wyłonił.

Zatrzymaj się teraz na chwilę. Nie spiesz się. Zapytam  jeszcze raz. Komu pojawiła się myśl?
Jeśli pojawiła się ona tobie, kim (czym) jesteś ty, do którego się ona odnosi?
Spróbuj teraz odnaleźć siebie. Spróbuj odnaleźć to „ja”, którego dana myśl, co więcej, niemal każda myśl, dotyczy. Możliwe, że odczuwasz zakłopotanie, irytację lub zdziwienie. To dobrze, bo na to pytanie nie ma odpowiedzi, jakiej się spodziewasz. Nie próbuj odpowiadać na nie rozumowo. W ten sposób miniesz się z celem albo przed nim uciekniesz.
Sprawdź, czy możesz zlokalizować źródło myśli „ja”. Czy możesz zlokalizować myślącego?
Nie możesz na nic wskazać, bo każda konkretna odpowiedź – obiekt bądź obraz, o którym mógłbyś chcieć powiedzieć, że nim jesteś – będzie uświadomiona, postrzeżona. Skoro ten obiekt (myśl, stan, zjawisko) widzisz, to przecież nie możesz nim być. Najpewniej, jak znakomita większość ludzi, wierzyłeś niezachwianie, że w środku, wewnątrz ciebie kryje się coś takiego, jak „ja”. Gdyby to była prawda, z pewnością mógłbyś to „ja” teraz odnaleźć. Potrafisz to zrobić?

Możliwe, że umysł popadł w osłupienie lub próbuje to proste badanie komplikować. Tymczasem w tym teście na genezę myśli nie ma nic zawiłego. Najczęściej przy takiej bezpośredniej konfrontacji umysł odwraca uwagę lub robi uniki. Nie przejmuj się. Tego samego doświadcza niemal sto procent osób, z którymi się spotykam. Czasem jako unik przychodzą niecierpliwość, złość, krytyka, czasem znudzenie. Jeśli masz wrażenie zagubienia, wróć do początku, przeczytaj w skupieniu raz jeszcze.

Myśl „ja” jest korzeniem, źródłem wszystkich innych myśli. Z tej naczelnej myśli biorą się inne myślowe zaimki, takie jak: ty, on, ona, my, wy, oni, one. Przypisujemy im kolejne znaczenia. Wierzymy, że poza wskazaniem i odniesieniem w czasie i przestrzeni każdy z tych zaimków ma niezależnego właściciela. Komu jednak przydarzają się myśli? Tobie, czyli naczelnemu „ja”, które przed chwilą poddaliśmy bezpośredniej konfrontacji i zbadaliśmy, stwierdzając, że nie istnieje?

Myśli przydarzają się w Świadomości (dzięki Niej wiesz, że mają miejsce!), umysł jednak podsunął tu pomysł, że są one „twoje”, i zaczynasz w ten pomysł wierzyć. Uwierzyłeś w niego dawno temu, kiedy byłeś jeszcze małym dzieckiem. Zacząłeś odnosić się do nieistniejącego „siebie”. Zachowywać się tak, jak gdybyś był autorem i sprawcą absolutnie wszystkich doświadczeń i myśli. W rzeczywistości myśli nie mają właściciela ani autora. Autor myśli też jest myślą.

Czyją?

Bądź przygotowany na to, że umysł łatwo się nie podda. Ramana zabawnie tę grę umysłu opisuje: „Próba pozbycia się ego (umysłu) poprzez inne praktyki niż badanie siebie wygląda tak: złodziej (umysł) przebiera się za policjanta, by złapać złodzieja, którym sam jest”. 

Jeśli przeprowadzisz badanie siebie (atma wićarę), zobaczysz, że myśli to tylko koncepty. Niemożność odnalezienia rzeczywistego ekwiwalentu dla naczelnej myśli „ja” sprawi, że wszystkie inne myśli odnoszące się do „ciebie” czy „innych” w taki sam sposób wyblakną, stracą pozór realności. Albo inaczej – po raz pierwszy w życiu ujrzysz rzeczy w prawdziwym świetle!

Jeśli zrodzi się w tobie chęć zgłębienia pytania: „Kim jestem?”, za pomocą starożytnych tekstów, po raz kolejny miniesz się z celem. Uciekniesz przed prostotą tego sprawdzianu. Trudność polega wyłącznie na tym, że coś w nas nie chce na tę prostotę pozwolić. Coś w nas pragnie być „sobą” – ze „swoją” wyraźną historią, swoim marzeniem i swoim cierpieniem. Ta tendencja potrafi się trzymać długo, lecz możesz ją przełamać już teraz.

Kiedy zaczniesz pytać siebie: „Kim jestem?”, zauważysz, że nie potrafisz dostrzec osobnego bytu samozwańczo mieniącego się imieniem „ja”. W którąkolwiek udasz się stronę, jesteś zawsze pierwszy – przed doświadczeniem. Cokolwiek usłyszysz, zawsze będzie to interpretacja uwarunkowanego umysłu.

To „ja”, za które siebie uważasz, jest po prostu myślą. Osoba, o której myślisz, że nią jesteś, to tylko myślokształt w twojej głowie. Nie ma ona osobnego żywota. Jest mieszaniną idei, które bezwiednie powielasz i w które wierzysz. Owszem, Świadomość i doświadczanie mają miejsce, lecz nie są one „twoje”. To poczucie bycia „tobą”, „sobą” jest doświadczeniem.

Kiedy to odkryjesz, poczujesz się naturalnie i swobodnie. Jeśli umysł podpowiada ci teraz, że przecież tego tak naprawdę nie rozumiesz, nie słuchaj. To nieprawda. Nie ma tutaj nic specjalnego do zrozumienia. Nie szukaj też żadnego konkretnego doświadczenia, które potwierdzi, że coś wiesz.

Identyfikując się z myślami czy emocjami, dajesz wiarę temu, że jednak jesteś obiektem. I myśli bowiem, i emocje, i doświadczenia są widziane. A skoro tak, to czy mogą być tobą? Przecież je postrzegasz? Przychodzą, odchodzą. Nawet twój koncept na własny temat wiele razy ulegał zmianie.

Kiedy naczelna myśl „ja” upadnie, padną też myśli poboczne. To ona  stanowi źródło całego zamieszania. Skup się na niej, a resztę będziesz miał z głowy.

Co w takim razie pozostanie, skoro nie jestem obiektem, bo przecież go widzę?
Sprawdź sam. Nie sugeruj się niczym. Niech to będzie twoje odkrycie.
Nie jesteś obiektem, ponieważ ten jest zawsze widziany. Nie możesz siebie zlokalizować, bo lokalizowanie każdego punktu na mapie dzieje się w Tobie. Poeta Rumi napisał o tym tak: „Żyłem na krawędzi szaleństwa, poszukując powodów. Jak opętany waliłem do drzwi… Otwierają się… Pukałem od środka”.
Nie jest to odkrycie czegoś nowego, chociaż towarzyszy temu intuicyjne poczucie pustki. Wraz z nią przychodzą lekkość, radość i spokój. Nie jesteś tylko tym, na co patrzysz, ani tym, czego doświadczasz. Pozostaje tylko to rozpoznać. 
„Ja”, które zadawało pytanie: „Kim jestem?”, samo znika, ponieważ nie ma komu go zadać.
Sam jesteś odpowiedzią. Nie ty osobowy, lecz Ty wieczny. Cały wysiłek mentalny pada. Nikt nie trzyma się odpowiedzi ani nawet nie próbuje jej mieć. Cieszysz się wiecznym spokojem. Przestajesz szukać. Nie zdołasz tego nawet zapamiętać, ponieważ do pamiętania potrzebny byłby umysł.

Wracając do sztuczki: „Kim jestem?” Ramany. To tylko pytanie, wskazówka, palec wskazujący. Nie staraj się przy nim długo główkować. W taki sposób umysł znowu próbuje przejmować kontrolę. Mooji często mówi: „Nie zadawaj mi pytań jedynie z ciekawości, zadaj mi pytanie, które dotyczy twojej wolności”. I takie jest pytanie: „Kim jestem?” Ramany. Ciekawość to za mało. Zadając to pytanie, bądź gotów w pełni mu się oddać. Bądź nawet gotów zginąć.